„Jakoś tak kojąco podziałało na mnie to spotkanie, hombre, uspokoiło, wyciszyło, czerwone kropki wielkiego Mana zniknęły za Świętym Piotrem, dwie czarne kupki żużlu przy drodze, w oddali San Pedro i San Pablo, śpią wulkany, w powietrzu siarką jedzie, pierniki pyszne, makaron z zupką chińską też smakował wybornie, niebo rozgwieżdżone, spać się nie chce, wsłuchany w niemą symfonię, leżę przed namiotem, cisza niezmącona żadnym dźwiękiem, nie tęsknię za niczym, nie potrzebuję niczego, ciemność upstrzona jasnymi gwiazdami, w półotwarte usta pustka historię tka, opowieść tka, pustka, którą wszystkim można wypełnić. Jestem”

Piotr Strzeżysz, „Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery”

W dniu 15.02.2013 w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu odbyło się spotkanie z Piotrem Strzeżyszem – podróżnikiem, rowerzystą, autorem książek Campa w sakwach, czyli rowerem na Dach Świata, Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery oraz bloga onthebike.pl. Za opisane tam rowerowe podróże został dwukrotnie wyróżniony Kolosem (2007 oraz 2008, kolosy.pl).

Po tym co przed spotkaniem udało mi się przeczytać (na książki Pana Piotra musiałem niestety czekać aż do Walentynek, w związku z czym byłem dopiero po lekturze połowy „Makaronu w sakwach”), spodziewałem się, że autor będzie raczej zamknięty w sobie. Nic bardziej mylnego! Pan Piotr okazał się osobą bardzo otwartą, tryskającą pozytywną energią, z dużym poczuciem humoru. Podczas jego opowieści z podróży jednośladem po całym świecie licznie przybyłe grono co i raz wybuchało salwami śmiechu przeplatanymi pomrukami podziwu.

Dla mnie podróże Pana Piotra pokazują, że można przeć naprzód pomimo wszelkich przeszkód takich jak niesprzyjająca aura czy ograniczone zasoby w portfelu. Być może nie każdy potrafiłby pedałować w temperaturze -20 stopni z perspektywą noclegu pod gołym niebem, jednak przy takich wyczynach noc w namiocie przy temperaturze oscylującej w okolicach zera nie wydaje się już taka straszna :) Cieszę się, że są na świecie osoby, które swoją normalną postawą potrafią inspirować do zmian we własnym stylu życia jak i samym podejściu do podróżowania. Często myślimy o tym jak jest nam źle w pracy i fajnie by było gdzieś uciec, jednak boimy się jak zareaguje rodzina, jak będziemy postrzegani przez społeczeństwo, w którym wyznacznikiem jest posiadana materia. Jak widać można rzucić cały dobytek, wsiąść na rower i bez konkretnego planu ruszyć przed siebie, pozostając jednocześnie w zgodzie z bliskimi.

Jedyna rzecz, która mnie zmartwiła to zachowanie małej dziewczynki, która niewzruszona opowieściami i pokazem zdjęć uparcie grała na smartfonie rodziców. Nie chcę generalizować i wysnuwać na tym przykładzie daleko idących wniosków, ale jak wygląda dzień przeciętnego dziecka można się domyśleć patrząc na puste podwórka i boiska… Niby postęp technologiczny jest ważny, ale czy faktycznie kolejne gadżety ułatwiają nam życie? Dzięki Bogu nasze pokolenie wychowywało się w zupełnie innych czasach – owszem grało się czasem na nie do końca oryginalnym SNES-ie czy też C64, ale na dwór bez piłki się nie wychodziło, a do gry na boisku ustawiała się kolejka. No ale o tym w innym odcinku… :)

Na koniec gorąco polecam lekturę wspomnianego wcześniej bloga oraz książek Pana Piotra. Dzięki!

 

 

 

 

 

 

 

 

Ludzie mówią wciąż…

„…ja już nie błądzę
pewne rzeczy stały się jaskrawe tak jak słońce
nie bądź zakładnikiem już i nie daj się nagonce…”

Bilety kupione!

Miarka przebrała się dokładnie 04.10.2012… Sfrustrowani ciężkim dniem w pracy postanowiliśmy, że najwyższy czas zmienić coś w naszym życiu, i że dokładnie za rok ruszamy w wymarzoną podróż. Od razu lżej się zrobiło na sercu a dzień, o którym jak i o wielu innych wolałbym zapomnieć, być może przejdzie do historii jako jeden z najważniejszych w naszym życiu. Od tego czasu nikt nic nie kwestionował, nie padło ani jedno słowo poddające w wątpliwość słuszność podjętej decyzji, jednak z każdym dniem myśli błędnie krążyły wokoło daty startu. Co jak pojawią się bilety w dobrej cenie, ale w terminie dużo późniejszym? Co jak się pojawią na wrzesień? W końcu trzeba wszystkie sprawy dopiąć, działalność gospodarczą zamknąć… Co jak promocji w ogóle nie będzie?  Na dzień dobry dostaniemy mocno po kieszeni i trzeba będzie wracać miesiąc wcześniej. Taka już chyba mentalność człowieka wychowanego w kulturze europejskiej, że musi wszystko dokładnie analizować, kalkulować i kombinować, żeby się zgadzało co do minuty i grosza. I tak po wielu godzinach zmarudzonych na poszukiwaniach nareszcie są! – 2 bilety relacji Wrocław – Lima na 3 października 2013 :) I nie ważne, że z 3 przesiadkami, gorszym jedzeniem i zredukowanym miejscem na nogi… Ważne, że głowa spokojna… klamka zapadła!