Cajamarca

Opuszczamy Limę. Chyba muszę powiedzieć, że w końcu, bo ostatnie dni wyssały z nas całą energię. Udajemy się do położonej kilkaset kilometrów na północ Cajamarki. Peruwiański transport zawsze nas zadziwiał. Luksusowe autobusy, hostessy, ciepłe posiłki, wygodne, nadające się do spania fotele w 2 klasie (te w pierwszej podobno można rozkładać „na leżąc”). Tylko puszczanie filmów mogli by sobie darować. Cały dzień lecą amerykańskie hity z dźwiękiem podkręconym na maksa. Wszystko oczywiście z pirackich płyt :) Mimo to jakoś tak spokojnie się zrobiło. Za oknem andyjski krajobraz, niekończące się serpentyny dróg, w wioskach i na polach compesinos ubrani w tradycyjne stroje pracują na polach, wypasają owce.

Cajamarca położona na wysokości 2750 m n.p.m. jest miastem, które zajmuje w historii Peru jedno z kluczowych miejsc. To tutaj hiszpańscy konkwistadorzy zastali Atahualpę, władcę Inków, tutaj podstępnie go pojmali i stracili. Miasto wita nas słońcem. Jest bardzo spokojnie choć po Limie spokojnie wydawało by się pewnie i w Warszawie.

Na pierwszy ogień idzie Cumbe Mayo, które jest stanowiskiem archeologicnym z akweduktem wybudowanym prawdopodobnie około 1500 lat p.n.e. W związku z tym, iż cenowo wychodzi to lepiej, wybieramy się ze tam ze zorganizowaną wycieczką. Później ciężko nam znaleźć plusy tej decyzji. Chyba fakt, że ruszamy spod hostelu, i że jest z nami przewodnik. Cała reszta in minus. Co chwila postoje na cykanie zdjęć (oczywiście samych turystów), zakupy u miejscowych, posiłek. Jedna pani kręci nagrywa całość na kamerze. Współczuję jej znajomym. Samo miejsce bardzo urocze – dookoła strzeliste, skaliste formacje (kamienny las) z wtopionymi w krajobraz domkami. Szkoda tylko, że miejscowi nauczyli się tutaj żyć z turystów. Panie w tradycyjnych strojach, gdy tylko zobaczą zbliżającą się grupę, biorą na ręce małe owieczki i czekają aż ktoś zrobi im zdjęcie (oczywiście za odpowiedznią opłatą). Co chwilę ktoś wyciąga rękę, i tak aż do samego końca trasy… Wieczorem odwiedzamy jeszcze festiwal tańców regionalnych Peru, Ekwadoru i Kolumbii.

Następnego dnia organizujemy sobie wyjazd na własną rękę. Wcześnie rano odwiedzamy Baños del Inca, gdzie swego czasu moczył swój królewski tyłek Atahualpa. Kąpiemy się w basenie z bardzo ciepłą wodą, po czym pieszo ruszamy obejrzeć nekropolię Ventanillas de Otuzco. Miasto płynnie przechodzi w prowincję, choć warto zauważyć, że przez całą trasę do stanowiska biegnie równy asfalt (chociaż jeździ po nim mnóstwo ciężarówek). Można? Szkoda tylko, że wszystko że dookoła wala się mnóstwo śmieci. Mijamy znak „dbaj o środowisko naturalne”. Kiedy dwa lata temu płynęliśmy do Lagunas ludzie wyrzucali do rzeki puszki po piwie. Na wycieczce do Cumbe Mayo dzieciaki wyrzucają papierki po słodyczach, rodzice nie reagują (zapewne przykład poszedł z góry). Szkoda. Po obejrzeniu ruin ruszamy w dalszą drogę z zamiarem dotarcia do Ventanillas de Combayo. Kończy się asfalt, przestają nas mijać mini busy do Cajamarki. Wioska wygląda jakby za nic miała sobie tempo życia współczesnego świata. Przed domami rozmawiają campesinos w lokalnych strojach, na kuchniach obok domów panie pichcą niedzielny posiłek. Nawet psy leżą nieruchomo i nie reagują na nic. Wszystko to naturalne, nie na pokaz dla turystów. Zupełnie inny jest odbiór otoczenia, kiedy się jedzie coś obejrzeć z wycieczką i kiedy działa się na własną rękę. Ostatecznie uznajemy jednak, że zabraliśmy za mało wody i zawracamy.

Lima – zdjęcia

limeński street art

Nie ma tego dużo. Wrzucam to na co trafiłem. Jak już coś się spotka, ma to zazwyczaj jakiś głębszy przekaz.

Różne

Atrakcje z przewodnika

Odwiedzamy położone ok. 30 km od Limy ruiny Pachacamac. Kompleks zbudowany z cegły adobe i był ważnym ośrodkiem religijnym prekolumbijskich ludów (m.in. Lima, Huari). Stylem przypomina kompleks w okolicach Trujillo (Moche), jednak nie robi takiego wrażenia. Nie będę zanudzał historią, jako ciekawostkę podam tylko, że strażnicy kompleksu rozmieszczeni są co kilkadziesiąt metrów, są w nieustannym kontakcie i posiadają broń z ostrą amunicją. Kradzież cegieł nie wchodzi w grę :]

Odwiedzamy również park fontann El Circuito Mágico del Agua. Po zapadnięciu zmroku można tam podziwiać widowisko audiowizualne. Robi wrażenie. Muzyka zróżnicowana: regionalna, poważna, motywy z bajek a nawet uwaga – motyw z Metal Gear Solid :D Projekcje: wzory geometryczne, reprezentatywne tańce latynoamerykańskie, motywy z bajek. Oczywiście w górę idą telefony i tablety. Niektórzy widowisko oglądają na wyświetlaczu swojego urządzenia :D Ogólnie miejsce bardzo przyjemne.

  1. Strona:
  2. 1
  3. 2
  4. 3
  5. 4
  6. 5
  7. 6