20140312_carretera_austral-24

Z relacji ludzi dowiedzieliśmy się, że płynął z nami promem. Od strażnika parku, że jest stąd. Poznaliśmy też jego imię – Spot. Niestety sam nie mógł się przedstawić – był niemową, nie potrafił też pisać. Z początku wydawało się, że szuka towarzystwa na chwilę, z czasem zrozumieliśmy, że liczy na ciepły posiłek. W żartach posądzaliśmy go o doping. My na rowerach, on pieszo, zawsze gdzieś przed nami. Nie robił sobie nic z przenikliwego zimna i zacinającego deszczu. Mina mu trochę zrzedła kiedy poczęstowaliśmy go kolacją. Cóż, akurat postanowiliśmy przerobić wszystkie zalegające zapasy. Kiedy my bez kąpieli uciekliśmy do namiotu, gdzie szczękaliśmy z zimna, on brał zimną kąpiel, po czym zasypiał na drewnianym stole. Widać było, że jest tutejszy – nie robiły na nim wrażenia ani majestatyczne alerce – jedne z najstarszych na świecie drzew, ani las spustoszony po wybuchu wulkanu. Żałowaliśmy, że nie może mówić. Wielu potrafi, plecie zupełnie bez sensu, wyrzuca tysiące słów w błoto. On z pewnością opowiedziałby niejedną ciekawą historię. Być może nawet poznał osobiście słynnego Douglasa Tompkinsa, właściciela parku Pumalín, założyciela North Face’a. Myśleliśmy, że kiedy zacznie się fragment z asfaltem, nasze drogi się rozejdą. Nic bardziej mylnego. Coś dziwnego zaczęło się pojawiać w jego zachowaniu, kiedy zaczęliśmy zbliżać się do miasta. Jak wielu włóczęgów najwyraźniej nie przepadał za skupiskami ludzi. Mimo to, kiedy my suszyliśmy się i odpoczywaliśmy w ciepłym pokoju, on cierpliwie czekał by kontynuować podróż w naszym towarzystwie. Kilkanaście kilometrów za miastem nagle zatrzymał się jadący z naprzeciwka samochód. Okazało się, że kierowca znał Spota, który był wyraźnie niezadowolony ze spotkania. Przebiegł z nami 85 km i chyba miał ochotę na więcej, kiedy nagle przyszło mu wracać.

Oto krótka historia naszego psiego kompana. Nie wiem dokąd dałby z nami radę biec. Być może w jego psim mikroświecie była to wielka wyprawa, być może tylko codzienna rutyna. Podobno często zdarza się, że przyjazne psy biegną przez długi czas za rowerzystami. Od jednej pary usłyszeliśmy o psie bez nogi, który towarzyszył im przez 30 km.

Pierwsza połówka Carretera Austral przebiegała pod znakiem dużego spokoju. Nie będę wdawał się w szczegóły. Nie forsowaliśmy specjalnie tempa. Kiedy zrobiło się naprawdę podle, postanowiliśmy przeczekać jeden dzień. Znalazł się nawet czas żeby „przespacerować” się pod lodowiec. Jak się później okazało były to jedyne odskocznie od pedałowania…

FacebookTwitterPinterestGoogle+

1 komentarz przy “Carretera Austral cz. 1 – niezwykły towarzysz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current day month ye@r *