Wracamy po dłuższej przerwie. Ostatnie 2 miesiące zleciały jak z bicza strzelił. Nieuchronnie zbliżający się termin powrotu Oli oraz wizyta brata wywołały przyśpieszone tętno i tempo podróży.

Podczas, gdy w Europie silnie zakorzeniony jest zwyczaj picia kawy, Argentyna to zdecydowanie kraj yerba mate. Podczas gdy picie kawy rytuałem jest rzadko, tak picie mate niemal zawsze. Przygotowanie matero, brak pośpiechu, pierwsze zalanie, odpowiednia temperatura wody, a przede wszystkim towarzystwo, bo w samotności pije się rzadko – wszystko to sprawia, że picie naparu z ostrokrzewu paragwajskiego ma w sobie coś magicznego. Po ulicach przemykają ludzie z ogromnymi termosami pod pachą, wszędzie automaty z gorącą wodą. Szkoda, że nie mieliśmy w Polsce tak silnie zakorzenionego zwyczaju, który przyciągałby do siebie ludzi. Kiedyś ludzie wyprawiali imieniny, urodziny, spotykali się w ciągu dnia, całe wieczory potrafili grając w karty spędzać. Dzisiaj już nawet wódki napić się razem nie chce… Odnoszę wrażenie, że moc rytuału picia yerba mate uratowała tu więzi międzyludzkie. Bo podczas „cudu ekonomicznego” Argentyńczycy konsumować też się nauczyli…

Pisząc o Argentyńczykach i ich zwyczajach, nie sposób nie wspomnieć o winie. Dzięki zróznicowaniu klimatu, uprawa winorośli możliwa jest w wielu prowincjach kraju. Najbardziej znaną jest Mendoza. O samych winach się nie wypowiem, jednak jeśli ktoś nastawia się na wizyty w winiarniach, to zdecydowanie polecamy prowincję Salta. Sama Mendoza to winnice wciśniete w mocno zurbanizowany krajobraz. Salta zupełnie odwrotnie – maleńkie, klimatyczne miasteczka, zagubione w rozciągających się po horyzont winnicach. Argentyna jest jednym z największych producentów win na świecie. Dzięki osłabieniu wartości argentyńskiego peso, cena gronowego trunku jest dla nas co najmniej trzy razy niższa niż w Polsce. Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi – trudno się nie zgodzić z jednym z haseł z galerii poniżej. Najlepsze wino to nie najdroższe, ale takie, które pijemy w towarzystwie. Podczas, kiedy miłośnikiem picia mate byłem od dawna, tak picia wina nauczyłem się dopiero teraz (nie oszukujmy się – głównie za sprawą Oli). Żeby jednak nie było zaznaczam, że wciąż dzielę wina na dwa rodzaje – takie, które mi smakują (wśród nich żabkowy Komandos) i takie, które mi nie smakują :) ¡Salud!

Spotkania w drodze

Pod koniec Carratera Austral, kiedy pichciliśmy obiad, na moście zatrzymał się Kurt. W miejsce, gdzie my byliśmy w stanie dostać się jedynie pieszo, on podjechał swoim wehikułem. W pierwszym momencie pomyśleliśmy, że to hybryda roweru i motocykla. W drugim dotarło do nas pytanie – gdzie reszta bagażu (jakiś tam miał)?! Jak się okazało, to nie żadna hybryda a Fat Bike, niezbyt jeszcze u nas popularny, w dodatku zapakowany „na lekko”. Pierwotnie zaprojektowany do jazdy po śniegu na Alasce, idealnie nadaje się dojazdy po piasku czy charakterystycznym dla Patagonii ripio. Wyprawa Kurta, choć wznowiona w styczniu ubiegłego roku, tak naprawdę dopiero się zaczęła. Mieliśmy niewątpliwą przyjemność „wpadać” na siebie wielokrotnie. Ostatnio w Rio Gallegos, co było dziwne, bo podczas gdy na Carretera Austral niemal nie sposób się nie spotkać, tak w 100-tysięcznym mieście w innym kraju nie jest to już takie łatwe. To właśnie ponowne spotkanie spowodowało, że zamiast wsiąść w autobus stanęliśmy z rowerami na drodze z wyciągniętymi w górę kciukami. Niemal 4 dni, ponad 2600 km, godziny rozmów. O wiele ciekawiej niż 40 godzin w autobusie. Dziwne spotkania, przeplatające się losy ludzi i w rezultacie obracające się o 180 stopni decyzje są tutaj dosyć częste. Ale o tym może innym razem. Trafiłem ostatnio na krótki filmik nagrany przed restartem wyprawy Kurta. Wrzucam. Do niezbyt rychłego napisania. Nie mam jakoś ostatnio energii by biegać z aparatem i wystukiwać tekst na klawiaturze…

bikegreaseandcoffee.com

Patagonia Chilena ¡Sin Represas!

isd_2014_patagonia_chilena_sin_represas_01

System naszej gospodarki jest bardzo racjonalny z punktu widzenia interesów zagranicznych mocodawców i naszej rodzimej burżuazji, która sprzedała duszę diabłu po cenie, jakiej powstydziłby się nawet Faust.

Eduardo Galeano, „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”

Patagonia jest zdecydowanie najpiękniejszym miejscem, w którym byłem. W porównaniu z innymi obszarami Ziemi, wpływ działalności człowieka jest tutaj niewielki, niemal niewidoczny. Wszystko to może jednak ulec zmianie. Problem polega na tym, że w czasach dyktatury Pinocheta prywatyzacja objęła również wodę. Cały czas zastanawiam się jak rzeka może do kogoś należeć?! Fakt jest taki, że w rękach prywatnych znajdują się najważniejsze cieki wodne południa.

Opiewający na ponad 3 miliardy USD projekt HidroAysén zakłada budowę 5 tam w regionie Aysén (2 na rzece Baker, 3 na rzece Pascua) oraz ciągnącej się do Santiago (grubo ponad 2000 km!) linii transmisyjnej. Jeśli dojdzie do skutku, wycięte zostaną ogromne ilości drzew. Linia transmisyjna naruszy wiele obszarów chronionych i lokalnych społeczności. Wpływ na dzikie rzeki, a co za tym idzie równowagę ekologiczną, będzie katastrofalny i nieodwracalny. Industrializacja obszarów pasterskich, przesiedlenia ludności to niemal pewny zanik tradycyjnego, kultywowanego tutaj stylu życia.

Projekt budowy tam zatwierdzony został w 2011 roku przez rząd, na czele którego stał Sebastián Piñera. Na zatwierdzenie czeka nadal projekt budowy linii transmisyjnej. Prawda jest taka, że Chile, które jest najbogatszym pod względem źródeł energii odnawialnej krajem na świecie, nie potrzebuje tej „brudnej” energii. Potrzebują jej kopalnie położone na północy kraju, będące w większości w rękach kapitału zagranicznego. Elity finansowe mają w Chile bardzo silne wpływy. Czy na tyle, by przeciwstawić się rosnącej grupie przeciwników tego chorego przedsięwzięcia? Jestem sobie w stanie wyobrazić, że przy tak ogromnym kapitale nie trudno będzie przestawić brakujące pionki w odpowiednie miejsce na planszy.

W przeciwieństwie do argentyńskiej Camino de los Siete Lagos, Carratera Austral jest nadal w znacznej części szutrówką. Ostatnio wpadł w nasze ręce album akcji przeciwko budowie tam. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jakie zniszczenia powoduje budowa zwykłej, nieutwardzonej drogi. Któregoś dnia chciałbym tu jeszcze wrócić. Wrócić, sycić oko cudownymi, nieskażonymi żelastwem krajobrazami i kląć na fatalny stan ripio, które niestety systematycznie pokrywa się asfaltem…

Filmy:

Film „180 stopni na południe” można legalnie obejrzeć tutaj:

http://www.iplex.pl/filmy/180-stopni-na-poludnie,6233

Strony:

http://www.patagoniasinrepresas.cl/ (główna strona akcji)
http://www.sinrepresas.com/ (mniej informacji, en)

  1. Strona:
  2. 1
  3. 2
  4. 3
  5. 4
  6. 5
  7. 6
  8. 7
  9. 8
  10. ...
  11. 24