Lima – zdjęcia

limeński street art

Nie ma tego dużo. Wrzucam to na co trafiłem. Jak już coś się spotka, ma to zazwyczaj jakiś głębszy przekaz.

Różne

Atrakcje z przewodnika

Odwiedzamy położone ok. 30 km od Limy ruiny Pachacamac. Kompleks zbudowany z cegły adobe i był ważnym ośrodkiem religijnym prekolumbijskich ludów (m.in. Lima, Huari). Stylem przypomina kompleks w okolicach Trujillo (Moche), jednak nie robi takiego wrażenia. Nie będę zanudzał historią, jako ciekawostkę podam tylko, że strażnicy kompleksu rozmieszczeni są co kilkadziesiąt metrów, są w nieustannym kontakcie i posiadają broń z ostrą amunicją. Kradzież cegieł nie wchodzi w grę :]

Odwiedzamy również park fontann El Circuito Mágico del Agua. Po zapadnięciu zmroku można tam podziwiać widowisko audiowizualne. Robi wrażenie. Muzyka zróżnicowana: regionalna, poważna, motywy z bajek a nawet uwaga – motyw z Metal Gear Solid :D Projekcje: wzory geometryczne, reprezentatywne tańce latynoamerykańskie, motywy z bajek. Oczywiście w górę idą telefony i tablety. Niektórzy widowisko oglądają na wyświetlaczu swojego urządzenia :D Ogólnie miejsce bardzo przyjemne.

Miasto kontrastów

Lima jest miastem niesamowitych kontrastów. Odwiedzamy dzielnicę Miraflores. Aby przekonać się, jak miasto zmienia swe oblicze, wybieramy się tam pieszo (ok. 10 km). Po mniej więcej 2 kilometrach przekraczamy niewidzialną granicę. Nagle robi się ciszej, na ulicach coraz mniej ludzi. W samym wyglądzie zabudowań przejście jest dużo bardziej łagodne. Coraz mniej jest opuszczonych, zniszczonych budynków, coraz więcej odnowionych. Pojawiają się pierwsze centra handlowe, wysokie budynki mieszkalne, obok powstają nowe. Na ulicach jest coraz mniej śmieci, znika charakterystyczny zapach. Pomimo tego, że zmiany następują stopniowo nie da się ich nie zauważyć. Parki z równo przystrzyżonymi trawnikami, ścieżki rowerowe, rowerzyści, deskorolkarze. Zmianie ulega również wygląd samych Peruwiańczyków. Jaśnieje skóra, drożeje i poważnieje ubiór. Infrastruktura coraz bardziej zaczyna przypominać tą z Barcelony. Dzielnica San Isidro obrasta w szeregi prywatnych, odgrodzonych bramami posesji, których nie powstydziłby się żaden bogaty Warszawiak. W takiej scenerii rozgrywa się znaczna część „Rozmowy w Katedrze” Mario Vargasa Llosy .

Sama Miraflores to ponowna eksplozja ludzkiego mrowia, ale już typowo turystyczna. Drogie hotele, restauracje, sklepy znanych marek, restauracje amerykańskich sieciówek itd. Biedne dzielnice od San Isidro i Miraflores dzieli przepaść. Celowo napisałem biedne, bo są jeszcze dzielnice nędzy, o których świat już dawno zapomniał. Tutaj nazywane są pueblos jóvenes (w Brazylii są to favele, villas miserias w Argentynie itd.). Nie starcza nam odwagi żeby tam się wybrać, a może właśnie starcza zdrowego rozsądku. Z perspektywy autobusu wygląda to tak jakby wszystko to czego nie dały rady przetrawić masy znajdujące się drabinkę wyżej w hierarchii społeczeństwa trafiało właśnie tutaj. Góry zużytej elektroniki, pojazdów, które już nigdy nie wyjadą na drogę, gruzu i czego sobie tylko nie wyobrazisz. Wszystko czego nie da się już wykorzystać trafi na pobliską stertę śmieci. Dopiero tam bezdomni i bezpańskie psy zamkną ten straszny układ pokarmowy. Niestety wolny rynek ma to do siebie, iż pogłębia istniejące już rozwarstwienie społeczeństwa. Bogaci stają się jeszcze bogatsi a biedni jeszcze biedniejsi. Tutaj widać to jak na dłoni.

Jedynem łącznikiem pomiędzy tymi jakże różnymi światami są rozlatujące się minibusy, krążące od wybrzeża w głąb miasta i odwrotnie. Jakoś tak turystycznie się dzisiaj zrobiło. Chyba jednak wolimy biedniejsze centrum ze swoim zgiełkiem, chaosem i charakterystycznym zapachem. To właśnie tam bije właściwe serce Peru. To miejskie, bo na to z interioru dopiero przyjdzie pora.

Rímac

Rímac

Miraflores / San Isidro

Miraflores

Łada

  1. Strona:
  2. 1
  3. 2