Przyszedł czas na wyprawę do Choquequirao – inkaskiego miasta przypominającego strukturą i architekturą słynne Machu Picchu. Prawdopodobnie było ono ważnym ogniwem łączącym Cusco z amazońską selwą oraz jednym z ostatnich bastionów oporu Inki Manco Yupanqui (Manco Cápac II). Hiram Bingham dotarł tu, jeszcze zanim odkrył ikonę Peru.

W przewodniku LP, jak również na różnych blogach polecają wynajęcie przewodnika wraz z mułami do niesienia bagażu. Tak więc pakujemy wszystko co potrzebne w duże plecaki i z gps-em za przewodnika ruszamy sami.

Ponad 30-kilometrowy szlak zaczyna się w wiosce Cachora, ok. 160 km od Cusco (colectivo + 2 x taxi, 30 soli na głowę). Do wioski docieramy jeszcze przed 15, w związku z czym rezygnujemy z noclegu i od razu zabieramy się do marszu. Pierwsze 11 km to delikatne podejście i póki co idzie gładko. Namiot rozbijamy na tarasach w okolicach niewielkiego sklepiku. Kiedy robię zdjęcia w świetle księżyca, nagle coś pojawia się z moimi plecami. Szybko się odwracam i zdębiały zauważam parę wpatrzonych we mnie oczu oraz wystające z głowy rogi. Postanowiło nam towarzyszyć stado krów. Niezłego napędziły mi stracha :)

Budzi nas mglisty poranek. Po krowach zostało jedynie pole minowe. Śniadanie, szybkie suszenie namiotu i w drogę! Aby dojść do ruin, z tzw. kilometro once schodzi się w dół doliny rzeki Apurimac (początkowo łagodnie, później nieco mniej), a następnie wchodzi ostro pod górę ~7 km. Końcowe ~4 km to na przemian zejścia i podejścia. Przewyższenia do pokonania to ok. 3000 – 1500 – 3000 m. Jeden ze współpasażerów w taksówce do Cachory porównał Peru do kartki papieru, którą Bóg postanowił zgnieść i w ten sposób urozmaicił „nieco” teren. Przyznam, że trafne. Wracamy na szlak. Do połowy zejścia widoczność wynosi kilkanaście metrów. Słyszymy już rzekę, lecz jej nie widzimy. Co pewien czas tabliczki ostrzegają przed wychylaniem się i spadającymi kamieniami. Podczas przerwy na kawę i zmianę spodni (przez chwilę pada) dopada nas rój mikroskopijnych żółtych muszek. Nie czuć ukąszeń, na skórze zostają bąble z krwistym punkcikiem. Ślady nie zeszły po tygodniu. Coraz bardziej swędzi, straszne dziadostwo. W połowie zejścia mija nas francuska ekipa filmowa (o czym dowiadujemy się potem). Cztery osoby plus przewodnicy i muły niosące sprzęt. Pod koniec dosłownie przebiega obok nas peruwiański przewodnik z niewielkim plecakiem. Mieszkańcy gór mają niesamowitą wydolność organizmu. Inkowie wypracowali niezwykle sprawny system przekazywania informacji. Wykorzystywali w nim kurierów dyżurujących w specjalnych stacjach rozmieszczonych na wszystkich drogach wybudowanych w swoim imperium.

W roku 1952 ekspedycja naukowa Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego pod kierunkiem Wiktora W. Hagena wyruszyła do Peru, by odszukać ich ślady w terenie i wykreślić je na mapie.
[...] Autor opowiada między innymi, iż z niedowierzaniem odnosił się do twierdzenia pamiętnikarzy hiszpańskich, jakoby bieg rozstawny gońców indiańskich na trasie od Quito do Cuzco trwał tylko pięć dni. Szybkość wynosiłaby w takim razie bez mała czterysta kilometrów na dobę, co tym bardziej wydawało się nieprawdopodobne, że droga wiodła przeważnie przełęczami górskimi w bardzo rozrzedzonym powietrzu. Dla porównania należy zaznaczyć, że kurierzy rzymscy nigdy nie zdołali przekroczyć stu pięćdziesięciu kilometrów na dobę.
Hagen postanowił sprawdzić wiadomość doświadczalnie i w tym celu najął siedmiu młodych górali indiańskich. Rozstawiwszy ich w siedmiu stacjach pocztowych, których ruiny odkrył w górach na wysokości pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza, kazał im przebiegać poszczególne odcinki. Podczas gdy młodzi Indianie biegli oddając sobie z rąk do rąk kłębek włókien, członkowie ekspedycji filmowali ich ruchy i mierzyli przebyty czas stoperem. Po sprawdzeniu rezultatów okazało się, że odległość siedemnastu i pół kilometra nie zaprawieni w biegach Indianie przebywali w ciągu 59 minut, co potwierdziło całkowicie relację pamiętnikarzy hiszpańskich.

Zenon Kosidowski, „Królestwo złotych łez”

Po 4,5 h w końcu docieramy do rzeki. Ze zdziwieniem zauważam, że nowy most jest w budowie a ze starego zostały tylko szkielet. Jest pora deszczowa i brunatne wody rzeki Apurimac mkną wściekle rozbijając się o skały 100 m niżej. Okazuje się, że zostajemy zapakowani do niewielkiej windy, która kursuje po stalowej linie przeciągniętej pomiędzy jednym a drugim brzegiem. Do połowy jedzie sama, dalej trzeba machać rękoma. Skończyło się przyjemne, zaczyna się ostre podejście. Idzie mi się fatalnie. Co chwilę siadam, mam wrażenie, że nie dam rady. Wstaję, idę dalej. Lewa, prawa, lewa, prawa. Regularność ramienia szybu naftowego. Zepsutego. Jeszcze 10 kroków, chociaż z 5. Siadam załamany. Tym razem Ola musi na mnie ciągle czekać. Żujemy liście koki, zapijamy naparem z liści. Przerabiam swój 20-kilogramowy bagaż. Torba z aparatem niesiona na piersi zastępuje jedną z kieszeni bocznych plecaka. W ten sposób cały ciężar mam na plecach. Organizuję sobie też kijek do podpierania (Ola się naczytała i od początku nagina z dwoma). Wszystkie kary na mnie idą. No idę chyba. W końcu. Do Santa Teresa docieramy nieźle wyżęci. Właściciel terenu, bardzo miły człowiek, kasuje jedynie 5 soli za namiot. W drodze powrotnej sprzedaje nam papaję za 1 sola. Jak widać nie każdy jest nastawiony na zdzieranie z turystów. Szkoda nam trochę człowieka. Cały czas w tej samotni… W tym samym miejscu śpią jeszcze dwaj Amerykanie. Zeszli z ruin, niestety przez mgłę nie mieli dobrych widoków. Zawodowo filmowcy. Prywatnie zjarani wędrowcy. Jestem zszokowany ilością sprzętu, który niosą. M.in. duży statyw, baterie słoneczne, reflektory odbijające światło. Cóż, nie jest ze mną jeszcze tak źle :) Niestety w sklepiku skończyła się woda. Zostaje kranówa z chlorem. Nie ma co, smak dzieciństwa. Prysznic, jeść i spać.

FacebookTwitterPinterestGoogle+

1 komentarz przy “Choquequirao – ostatni bastion cz.1

  1. „Wszystkie kary na mnie idą. No idę chyba.” hahahahaha…dobrze zacytowane!

    A temu koniu to tylko „roga” brakuje i normalnie jesteście w bajce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current day month ye@r *