20140525_ischigualasto_talampaya-19

Przyznam szczerze, że zmęczyło mnie łapanie stopa i stęskniłem się z jazdą rowerem. Przerobiliśmy chyba wszystkie możliwe opcje transportu – od pickup’ów, poprzez autobusy i tiry, na lodówkach przewożących ryby kończąc. Tym większa była moja radość, kiedy w końcu mogliśmy zacząć się skupiać na pedałowaniu. Nic nie może równać się z powolnym przecinaniem chłodnego, porannego powietrza, przy pięknym wschodzie Słońca, w otoczeniu czerwonej gleby, skał i kaktusów. Bo tak właśnie zaczął wyglądać krajobraz, który z punktu widzenia samochodu wydawał się mało ciekawy.

Parki Ischigualasto (argentyńska Valle de la Luna) oraz Talampaya, jedne z najważniejszych obszrów paleontologicznych Ziemi, stały się jedną z głównych atrakcji północy Argentyny. Pośród sięgających okresu triasu (230 mln lat!) formacji skalnych odnaleziono liczne szczątki dinozaurów oraz mnóstwo roślin kopalnych. Jednym z ciekwszych miejsc Ischigualasto jest Cancha de Bochas, w którym w niewyjaśniony sposób z ziemi wyłaniają się dziwne kule. W parku Talampaya zastanawiające są z kolei petroglify przedstawiające postacie przypominające kosmonautów. The Truth Is Out There.

Teraz będzie o biznesie. W roku 2000 parki wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Można je odwiedzać jedynie z przewodnikiem, czyli znowu zorganizowane grupy… Teraz idziemy tutaj, patrzymy w lewo, teraz w prawo, takie zdjęcie sugeruję, może zrobić państwu zdjęcie razem itd. Jestem zwolennikiem ochrony środowiska i rozumiem, że są miejsca, gdzie potrzeba ludzi, którzy nad wszystkim czuwają. Nietrudno sobie wyobrazić jak ktoś wdrapuje się na skałę i robi sobie fotkę z idiotyczną miną na portal społecznościowy. Takie czasy. Jak ktoś mi jednak mówi, że owszem można pojeździć rowerem, ale tylko jak wypożyczę od niego, to już jestem zły. Finał był taki, że park Ischigualasto oglądaliśmy z perspektywy samochodu małżeństwa w średnim wieku (na koniec odłączyli się i wracali pędem, bo pani musiała wracać na „siku”), a park Talampaya z jeżdżącego na czterech kółkach domu starców. Główną atrakcją dla większości i tak były chipsy i lampka wina…

Zdjęcie tytułowe wpisu powinno pewnie przedstawiać skały, kule mocy, lub coś w tym stylu, jednak postanowiłem nim upamiętnić pewne wydarzenie. Pomiędzy parkami jest dobre 60 km odległości. Późny start i wiatr w twarz (jakżeby inaczej) sprawiły, że do Talampaya dotarliśmy o zmierzchu. Po drodze skały, skąpa roślinność, pod względem fauny niemal martwo. Nagle na tle cudownie pokolorowanego przez zachodzące Słońce nieba pojawiły się rozwrzeszczane papugi. Setki papug! Zaczęły krążyć nad moją głową, wyraźnie zaaferowane dziwnym przybyszem. Latały tak dobre kilka minut. Może się bały, a może chciały po prostu dać upust afirmacji życia, wolności. Może najzwyczajniej w świecie bawiły się samym lotem. Z nadmiaru szczęścia śmiałem się sam do siebie, krzyczałem wniebogłosy. Nie oddałbym tego momentu za żadne tam parki czy inne atrakcje…

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current day month ye@r *