komu w drogę, temu czas

Opuszczamy Tarapoto. Ostatnie dni były bardzo leniwe i w zasadzie niewiele się działo. Dzisiaj (niedziela) miasto popadło w letarg. Odwiedzamy okoliczne wzgórza. Ludzie wylegli przed domy, rozmawiają, śmieją się, popijają piwko. Z domów i lokali słychać dźwięki muzyki. Miło. Jutro na dłużej opuszczamy miejski krajobraz. 6 h jazdy busem i kilkanaście godzin na statku dzieli nas od Lagunas – naszej furtki do rezerwatu Pacaya Samiria. Jak wszystko dobrze pójdzie w środę ślad naszej trasy zacznie przecinać połacie niezmierzonej zieleni. Do napisania!

To co czwartek po pracy? :)

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Tarapoto – przedsionek zielonej odysei

Dotarliśmy do Tarapoto miasta mototaxis, motocykli i, jak wynika z banerów rozwieszonych w poprzek ulic, roznegliżowanych pań prezentujących swe wdzięki ze scen lokalnych klubów. Z nieba leje się żar. 34°C w cieniu, bezwietrznie. Ciężko usiedzieć w pokoju z włączonym wiatrakiem. Nawet nie wyciągnąłem aparatu. Powoli zmierzamy w stronę rezerwatu Pacaya Samiria, gdzie zamierzamy spędzić 3 tygodnie. Ola odsypia ciężką podróż, ja gubię się w wąskich uliczkach miasta i własnych myślach. W lokalu, w którym jem kolację z telewizora zionie straszliwa papka. Wszyscy wpatrzeni jak w wahadełko hipnotyzera… Żegnam się muzycznie. Dobranoc

FacebookTwitterPinterestGoogle+

rynek w Chiclayo

Peruwiańskie rynki są chyba jednym z najosobliwszych zjawisk tego kraju. Można się tutaj napić, najeść no i oczywiście kupić co tylko dusza zapragnie. Cofam stwierdzenie, że na jednej z ulic handlowych Limy dostać można wszystko. Dopiero tutaj staje się to faktem. Znajdziemy tu produkty wszelakie – od skarpetek i manioku, po żywe zwierzęta, ayahuaskę i kaktusy San Pedro. Uwielbiam klimat tych miejsc. Pomimo tego, że sprzedawcy zarabiają na życie, jakby nie patrzeć rywalizują ze sobą, panuje atmosfera specyficznej wspólnoty. Ludzie dyskutują, śmieją się, dogryzają sobie. Kiedy za drugim razem przychodzę z aparatem, często sami proszą żeby ich fotografować. Po raz pierwszy przełamuję swoją nieśmiałość i pytam o pozwolenie no robienie zdjęć. Tylko jedna osoba odmawia.

FacebookTwitterPinterestGoogle+