Atrakcje z przewodnika

Odwiedzamy położone ok. 30 km od Limy ruiny Pachacamac. Kompleks zbudowany z cegły adobe i był ważnym ośrodkiem religijnym prekolumbijskich ludów (m.in. Lima, Huari). Stylem przypomina kompleks w okolicach Trujillo (Moche), jednak nie robi takiego wrażenia. Nie będę zanudzał historią, jako ciekawostkę podam tylko, że strażnicy kompleksu rozmieszczeni są co kilkadziesiąt metrów, są w nieustannym kontakcie i posiadają broń z ostrą amunicją. Kradzież cegieł nie wchodzi w grę :]

Odwiedzamy również park fontann El Circuito Mágico del Agua. Po zapadnięciu zmroku można tam podziwiać widowisko audiowizualne. Robi wrażenie. Muzyka zróżnicowana: regionalna, poważna, motywy z bajek a nawet uwaga – motyw z Metal Gear Solid :D Projekcje: wzory geometryczne, reprezentatywne tańce latynoamerykańskie, motywy z bajek. Oczywiście w górę idą telefony i tablety. Niektórzy widowisko oglądają na wyświetlaczu swojego urządzenia :D Ogólnie miejsce bardzo przyjemne.

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Miasto kontrastów

Lima jest miastem niesamowitych kontrastów. Odwiedzamy dzielnicę Miraflores. Aby przekonać się, jak miasto zmienia swe oblicze, wybieramy się tam pieszo (ok. 10 km). Po mniej więcej 2 kilometrach przekraczamy niewidzialną granicę. Nagle robi się ciszej, na ulicach coraz mniej ludzi. W samym wyglądzie zabudowań przejście jest dużo bardziej łagodne. Coraz mniej jest opuszczonych, zniszczonych budynków, coraz więcej odnowionych. Pojawiają się pierwsze centra handlowe, wysokie budynki mieszkalne, obok powstają nowe. Na ulicach jest coraz mniej śmieci, znika charakterystyczny zapach. Pomimo tego, że zmiany następują stopniowo nie da się ich nie zauważyć. Parki z równo przystrzyżonymi trawnikami, ścieżki rowerowe, rowerzyści, deskorolkarze. Zmianie ulega również wygląd samych Peruwiańczyków. Jaśnieje skóra, drożeje i poważnieje ubiór. Infrastruktura coraz bardziej zaczyna przypominać tą z Barcelony. Dzielnica San Isidro obrasta w szeregi prywatnych, odgrodzonych bramami posesji, których nie powstydziłby się żaden bogaty Warszawiak. W takiej scenerii rozgrywa się znaczna część „Rozmowy w Katedrze” Mario Vargasa Llosy .

Sama Miraflores to ponowna eksplozja ludzkiego mrowia, ale już typowo turystyczna. Drogie hotele, restauracje, sklepy znanych marek, restauracje amerykańskich sieciówek itd. Biedne dzielnice od San Isidro i Miraflores dzieli przepaść. Celowo napisałem biedne, bo są jeszcze dzielnice nędzy, o których świat już dawno zapomniał. Tutaj nazywane są pueblos jóvenes (w Brazylii są to favele, villas miserias w Argentynie itd.). Nie starcza nam odwagi żeby tam się wybrać, a może właśnie starcza zdrowego rozsądku. Z perspektywy autobusu wygląda to tak jakby wszystko to czego nie dały rady przetrawić masy znajdujące się drabinkę wyżej w hierarchii społeczeństwa trafiało właśnie tutaj. Góry zużytej elektroniki, pojazdów, które już nigdy nie wyjadą na drogę, gruzu i czego sobie tylko nie wyobrazisz. Wszystko czego nie da się już wykorzystać trafi na pobliską stertę śmieci. Dopiero tam bezdomni i bezpańskie psy zamkną ten straszny układ pokarmowy. Niestety wolny rynek ma to do siebie, iż pogłębia istniejące już rozwarstwienie społeczeństwa. Bogaci stają się jeszcze bogatsi a biedni jeszcze biedniejsi. Tutaj widać to jak na dłoni.

Jedynem łącznikiem pomiędzy tymi jakże różnymi światami są rozlatujące się minibusy, krążące od wybrzeża w głąb miasta i odwrotnie. Jakoś tak turystycznie się dzisiaj zrobiło. Chyba jednak wolimy biedniejsze centrum ze swoim zgiełkiem, chaosem i charakterystycznym zapachem. To właśnie tam bije właściwe serce Peru. To miejskie, bo na to z interioru dopiero przyjdzie pora.

Rímac

Rímac

Miraflores / San Isidro

Miraflores

Łada

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Lima – witajcie w innej bajce

W Peru żyje około 30 milionów ludzi. Co czwarty Peruwiańczyk mieszka w Limie. Dla mnie, Europejczyka przyzwyczajonego do spokojnego, zorganizowanego rytmu życia przedstawienie, które rozgrywa się na limeńskiej ulicy jest delikatnie mówiąc zjawiskowe. Ulice handlowe wrą. Wygląda to tak jakby któś omyłkowo umieścił na planszy gry 3 razy za dużo pionków graczy i pięciokrotną dozwoloną liczbę kart towarów. Wielopoziomowe powierzchnie handlowe, sklepy, sklepiki, stragany ze wszystkim co tylko możliwe a na dokładkę samozwańczy sprzedawcy rzeczy i usług drobnych. Kupić można dosłownie wszystko, króluje kicz i podróbki. Nie ma tu czegoś takiego jak certyfikat autentyczności czy pozwolenie na sprzedaż. Na środku głównego deptaka handlowego w centrum miasta rozkładają się sprzedawcy podrabianych ciuchów, pomiędzy nimi spacerują policjanci, nikt nie robi nikomu problemu. Przy takiej konkurencji po prostu stanąć z towarem nie wystarcza – każda sprzedaż wysyła do boju swojego naganiacza (jak nie wysyła staje się nim sam sprzedawca). Metody są różne – poczynając od zwykłych tabliczek zachwalających towar i cenę, poprzez głośne przekrzykiwanie, na wykorzystaniu mikrofonu i głośników kończąc. Przy tym co się tutaj dzieje handel, który odbywał się na Stadionie X-lecia czy na halach Ptaka wydaje się być niewinnym żartem.

Podobnie rzecz ma się z transportem. Każdego dnia niezliczone zastępy taksówek i colectivos ruszają do boju o klienta. Zasady? Brak zasad. Jeśli potrafisz wyprzedzić i wcisnąć się przed innego busa na przystanku, przejmujesz pasażerów. Każdy micro bus ma swojego biletera-naganiacza, który łapie klientów i dba o to by wszystko odbywało się płynnie. Sama jazda to nieustające przepychanki, ryk klaksonów i notoryczne łamanie przepisów (czasami mam wrażenie, że czegoś takiego jak przepisy tutaj nie ma) na oczach funkcjonariuszy kierujących ruchem. Należy wspomnieć, że Lima stara się walczyć z hałasem, póki co bezskutecznie.

Na koniec słów kilka o diecie Limeńczyków. Ogólnie rzecz biorąc Peruwiańczycy są otyli. Miasto ocieka wręcz cukrem i mięsem. Co tylko się da zostaje osłodzone. Kawa i herbata to wiadomo, ale żeby dosładzać soki owocowe? Śniadania jada się w lokalu, bądź przy mobilnych budkach, które najczęściej serwują kanapki oraz drobne przekąski (do tego obowiązkowo coś słodkiego do popicia). Śniadanie w lokalu objętościowo to już praktycznie obiad. W lokalu zazwyczaj jada się też obiad, kolacja to często ponowna wizyta przy mobilnej budce. Trzy posiłki to jednak nie koniec. W ruchliwych miejscach co 5 metrów stoi stragan z czymś do zagryzienia między posiłkami. Przekąski mięsne, jajeczka na wykałaczkach, ale przede wszystkim słodycze, owoce, lody, galaretki oraz wypieki domowej roboty. Jakby tego było mało pośród konsumującego tłumu przewijają się sprzedawcy mobilni. Płyny – koniecznie słodkie. Nawet w aptece spotkać można stoiska z Coca-Colą. Po dwóch dniach limeńskiej diety wstajemy ze ssaniem w żołądkach :) Przeciętny wiek mężczyzny w Peru wynosi 62 lata. I na tym paragraf zakończymy.

Szacuje się, że w 2050 roku ludność Peru wyniesie 42 miliony. Jak wtedy wyglądać będzie stolica?

naganiacz w micro busie

budka z przekąskami

takich stoisk są tysiące

pucybut również sprzedaj słodycze

płatni zabójcy ;)

FacebookTwitterPinterestGoogle+