Jesus Christ Superstar

W październiku w weekendy odbywa się w Limie święto Pana Cudów (El Señor de los Milagros). Chrystus Pan Cudów namalowany został w XVII w. przez nieznanego afrykańskiego niewolnika. Nazwę swą zawdzięcza faktowi, iż przetrwał w nienaruszonym stanie trzęsienia ziemi, które zniszczyły praktycznie całe miasto. Ku czci obrazu odbywa się jedna z największych procesji religijnych na świecie. Biorą w niej udział wszyscy Peruwiańczycy, bez względu na pochodzenie i status społeczny. Ołtarz z Chrystusem krąży pośród rozentuzjazmowanego tłumu, od stacji do stacji, z prędkością 100 metrów na godzinę. Jest trochę tak jak na naszej drodze krzyżowej tyle, że na stacjach zamiast modlitwy trwa zabawa. W miejscu, z perspektywy którego opisuję zjawisko, rozstawiono wielką scenę, z której dobiegają dźwięki muzyki granej na żywo. Jest to oczywiście okazja do promocji władz lokalnych oraz samych wykonawców. W końcu to ich zasługa, że właśnie to miejsce zasłużyło na miano stacji na drodze świętego wizerunku. Wraz ze zbliżaniem się ołtarza wzrasta napięcie, zaczynają się brawa, okrzyki, w górę wzlatują sztuczne ognie i konfetti. Ołtarz zostaje odwrócony w stronę sceny, z której najważniejszy cantante śpiewa piosenkę specjalnie dla Jezusa. Po wszystkim staje w szeregu z pozostałymi, ociera łzy. Wystarczy chwila by zaczął poprawiać wąs i fryzurę, spogląda na zegarek – teatrzyk skończony. Wieczorem obraz dociera pod katedrę na głównym placu miasta. Ponownie oklaski, owacje, wymachiwanie rękoma, tym razem ze zdwojoną siłą. W górę idą telefony i aparaty. Chrystus jest dzisiaj gwiazdą. Tutaj się nie klęczy – tutaj się bije brawo. W licznie zgromadzonym tłumie są również osoby, które przyszły tutaj wyłącznie z pobudek religijnych, większość jednak uczestniczy w czymś w rodzaju festynu. Opinię potwierdza Peruwiańczyk, który przyjechał z Tarapoto. Jest chyba nieco podobnie jak w Polsce – naród wierzący na pokaz a jak nikt nie patrzy hulaj dusza. Prawda jest taka, że w przeciwieństwie do podboju terytorialnego, podbój duchowy w Ameryce Łacińskiej nigdy nie został w pełni osiągnięty. Katolicyzm przeplata się tutaj z praktykami rdzennych mieszkańców kontynentu, a w wielu regionach z praktykami niewolników sprowadzonych z Afryki.

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Dotarliśmy

Dotarliśmy! Europa pożegnała nas w stylu iście latynoamerykańskim. Z rozkładowych 26 godzin podróży zrobiło się prawie dwa razy tyle. Pomimo długich przygotowań ostatnie dni na wariackich papierach, więc przed wyruszeniem na północ dajemy sobie kilka dni na odpoczynek. Do napisania

FacebookTwitterPinterestGoogle+

¡Adiós Amigos!

Kawałek ten pierwszy raz usłyszałem w 2011 roku w autobusie jadącym z Huanchaco do Trujillo. Nie wstydzę się przyznać, że za każdym razem, gdy do niego wracam, łzy cisną mi się do oczu. Tak wiele rzeczy uciekło nam za pierwszym razem… Wiedziałem, że kiedyś wrócimy… Tym razem bez sztywnego planu i pośpiechu. Do zobaczenia!

FacebookTwitterPinterestGoogle+