Co zabrać w podróż? Zamykamy listę z elektroniką. Trochę się tego nazbierało…
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż poniższa lista nie jest receptą na optymalizację zawartości naszego plecaka. Każdy ma swój pomysł na podróżowanie i związane z tym potrzeby. Tak czy tak nasuwa mi się jedna myśl – uciekamy przed cywilizacją zabierając jej maskotki w plecak… Niby można by było obejść się bez kręcenia filmów, zdjęcia cykać jakąś małpką (albo w ogóle), z rodziną kontaktować się jedynie drogą pocztową a trasę odczytywać z papierowej mapy, ale chyba nie o to do końca chodzi. W drodze chcę szkolić swój warsztat foto/video, co pociąga za sobą szereg niezbędnych narzędzi i udogodnień. Przede wszystkim sprzęt. Jeśli chodzi o fotografię, to aby być w miarę uniwersalnym potrzebujemy lustrzanki z obiektywami w zakresie od szerokiego kąta do średniego tele. Przy takim zestawie w pełni uniwersalni nie będziemy – fotografowanie dzikiej natury raczej odpada. Do aparatu dochodzi statyw stołowy, podstawowe filtry, dodatkowe baterie, karty pamięci i torba z szelkami. Torba jest elementem, który ewentualnie mógłbym sobie darować, jednak z doświadczenia wiem, że w momencie kiedy cały nasz bagaż znajduje się na plecach, wyciąganie i chowanie aparatu jest strasznie czasochłonne i męczące. Dzięki temu elementowi aparat będzie zawsze pod ręką. Dodatkiem do zestawu jest kamerka, którą łatwo można podpiąć do roweru, kasku bądź też użyć pod wodą. Wodoodporna obudowa do lustrzanki niestety kosztuje więcej niż sam aparat. Mamy już sprzęt którym można robić zdjęcia i nagrywać filmy – teraz trzeba coś z materiałami wyjściowymi zrobić i tu pojawia się laptop. Dodatkowo będzie można zrobić kopie zapasowe na dysku zewnętrznym.

Czas na dodatki – gps podręczny – do nawigacji oraz trackowania trasy. Kolejna rzecz, której można by się było ew. pozbyć jednak wydaje mi się, że w niektórych przypadkach może uratować skórę. Dodatkowo nie potrzebujemy zaopatrywać się w mapy. Kolejny problematyczny element ekwipunku – czytnik e-booków. Lubię mieć książkę w dłoniach, czuć jej zapach, fakturę papieru. Jedną książkę zawsze można ze sobą zabrać, kiedy jednak chce się po drodze uczyć języka lub odświeżyć co nieco z tego co się już przeczytało, pojawia się problem. Czytnik jest kompromisem – nie obcujemy z książką w 100% jednak zabieramy ze sobą to co chcemy, dodatkowo oszczędzając na wadze przewodników w wersji papierowej. Do całej paczki dochodzą „drobnostki” takie jak latarka czy telefon. Całość, bagatela ~9kg…

Poniżej aktualna z mojego punktu widzenia (przy niektórych pozycjach powinno być x2:)) lista. Aby nie robić reklamy, nie podaję producentów – kto chce niech docieka po zdjęciach :)

Zestaw foto/video:

- body aparatu,
- obiektyw 24-105mm oraz 10-22mm,
- filtry: 3xpołówkowy szary, polaryzacyjny, UV oraz Fader ND,
- mikrofon zewnętrzny, viewfinder,
- torba typu toploader + szelki,
- 3 dodatkowe baterie, ładowarka,
- karty pamięci 2x32GB + 16GB,
- statyw stołowy,
- kamerka podręczna, różne mocowania, 2 dodatkowe baterie, filtr polaryzacyjny, uchwyt do statywu własnej produkcji,
- laptop + mysz, ładowarka, pokrowiec,
- dysk zewnętrzny 2,5”.

Inne:
- gps turystyczny + uchwyt rowerowy,
- 8xakumulatorki AA + ładowarka,
- czytnik e-booków, lampka, zapasowe baterie,
- latarka czołowa, zapasowe baterie,
- stary telefon, dodatkowa bateria, ładowarka,
- maszynka elektryczna,
- złodziejka, ładowarka USB AC.

niezbędna elektronika?

niezbędna elektronika?

FacebookTwitterPinterestGoogle+

„Jakoś tak kojąco podziałało na mnie to spotkanie, hombre, uspokoiło, wyciszyło, czerwone kropki wielkiego Mana zniknęły za Świętym Piotrem, dwie czarne kupki żużlu przy drodze, w oddali San Pedro i San Pablo, śpią wulkany, w powietrzu siarką jedzie, pierniki pyszne, makaron z zupką chińską też smakował wybornie, niebo rozgwieżdżone, spać się nie chce, wsłuchany w niemą symfonię, leżę przed namiotem, cisza niezmącona żadnym dźwiękiem, nie tęsknię za niczym, nie potrzebuję niczego, ciemność upstrzona jasnymi gwiazdami, w półotwarte usta pustka historię tka, opowieść tka, pustka, którą wszystkim można wypełnić. Jestem”

Piotr Strzeżysz, „Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery”

W dniu 15.02.2013 w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu odbyło się spotkanie z Piotrem Strzeżyszem – podróżnikiem, rowerzystą, autorem książek Campa w sakwach, czyli rowerem na Dach Świata, Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery oraz bloga onthebike.pl. Za opisane tam rowerowe podróże został dwukrotnie wyróżniony Kolosem (2007 oraz 2008, kolosy.pl).

Po tym co przed spotkaniem udało mi się przeczytać (na książki Pana Piotra musiałem niestety czekać aż do Walentynek, w związku z czym byłem dopiero po lekturze połowy „Makaronu w sakwach”), spodziewałem się, że autor będzie raczej zamknięty w sobie. Nic bardziej mylnego! Pan Piotr okazał się osobą bardzo otwartą, tryskającą pozytywną energią, z dużym poczuciem humoru. Podczas jego opowieści z podróży jednośladem po całym świecie licznie przybyłe grono co i raz wybuchało salwami śmiechu przeplatanymi pomrukami podziwu.

Dla mnie podróże Pana Piotra pokazują, że można przeć naprzód pomimo wszelkich przeszkód takich jak niesprzyjająca aura czy ograniczone zasoby w portfelu. Być może nie każdy potrafiłby pedałować w temperaturze -20 stopni z perspektywą noclegu pod gołym niebem, jednak przy takich wyczynach noc w namiocie przy temperaturze oscylującej w okolicach zera nie wydaje się już taka straszna :) Cieszę się, że są na świecie osoby, które swoją normalną postawą potrafią inspirować do zmian we własnym stylu życia jak i samym podejściu do podróżowania. Często myślimy o tym jak jest nam źle w pracy i fajnie by było gdzieś uciec, jednak boimy się jak zareaguje rodzina, jak będziemy postrzegani przez społeczeństwo, w którym wyznacznikiem jest posiadana materia. Jak widać można rzucić cały dobytek, wsiąść na rower i bez konkretnego planu ruszyć przed siebie, pozostając jednocześnie w zgodzie z bliskimi.

Jedyna rzecz, która mnie zmartwiła to zachowanie małej dziewczynki, która niewzruszona opowieściami i pokazem zdjęć uparcie grała na smartfonie rodziców. Nie chcę generalizować i wysnuwać na tym przykładzie daleko idących wniosków, ale jak wygląda dzień przeciętnego dziecka można się domyśleć patrząc na puste podwórka i boiska… Niby postęp technologiczny jest ważny, ale czy faktycznie kolejne gadżety ułatwiają nam życie? Dzięki Bogu nasze pokolenie wychowywało się w zupełnie innych czasach – owszem grało się czasem na nie do końca oryginalnym SNES-ie czy też C64, ale na dwór bez piłki się nie wychodziło, a do gry na boisku ustawiała się kolejka. No ale o tym w innym odcinku… :)

Na koniec gorąco polecam lekturę wspomnianego wcześniej bloga oraz książek Pana Piotra. Dzięki!

 

 

 

 

 

 

 

 

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Ludzie mówią wciąż…

„…ja już nie błądzę
pewne rzeczy stały się jaskrawe tak jak słońce
nie bądź zakładnikiem już i nie daj się nagonce…”

FacebookTwitterPinterestGoogle+