W drodze do Argentyny

20140219_w_drodze_z_temuco-7

Nareszcie w drodze! Opuszczamy Temuco i ruszamy w kierunku granicy z Argentyną. Mamy tam trochę do przejechania, przy okazji odnowimy wizy. Pomimo dużego ruchu zieleń i słońce napawają optymizmem. Pobocza obsiane krzewami jeżyn uginającymi się pod naporem dojrzałych owoców. Grzech się nie zatrzymywać. Jedyne co martwi, to ogrodzenia ciągnące się wzdłuż drogi. Druciane płoty towarzyszą nam niemal cały czas, zarówno po chilijskiej jak i po argentyńskiej stronie. Nie ma dostępu do rzek, o rozbijaniu namiotu można zapomnieć. Podobnie sprawa wygląda w parkach narodowych… Nie wiem na ile to działanie państwa, na ile prywatyzacja terenu. Tak czy tak chore. Pierwszą noc udaje nam się jednak spędzić nad wodą. Ktoś pozwolił nam rozbić się za skromne 3000 peso. Obok, na polu namiotowym chcieli 5 razy tyle. Właściciel bardzo zachwalał dostęp do rzeki i możliwość wędkowania. Przez ostatnie lata skutecznie okradał mnie PZW. Wystarczy.
Stawiam pierwsze kroki na typowo górskiej wodzie, coś tam nawet złowiłem, pstrągi póki co nieczułe na moje przynęty.

Docieramy do miasteczka Villarica, następnie Pucon. Oba bajecznie położone – piękne jezioro, w tle ośnieżony wulkan. Bardzo przypominają mi nasze Zakopane. Skojarzenie z polskimi Tatrami i Mazurami pojawiało się zresztą często ostatnimi czasy. Postanawiamy trochę „pospacerować”. Ładnie prezentuje się ten wulkan – niestety jedyna opcja to zorganizowana wycieczka (potrzebny sprzęt i przewodnicy z uprawnieniami, cenowo zbrodnia). Zbiórka o 6.30 rano, co oznacza, że spać trzeba w mieście. Dochodzi do tego, że za ~90 PLN śpimy w hostelowej przyczepie kempingowej… Zimno jak w namiocie, zbrodnia. Podejście na wulkan średnio trudne. Na 2860 m n.p.m. wchodzi się z pułapu ~1400 m. Ruch niemal jak na szlaku na Giewont. Podobno wiele osób kapituluje. Nie wiem, może zimą, kiedy jest więcej śniegu? Choć faktycznie 2 osoby z naszej grupy szybko zostały w tyle i ostatecznie zrezygnowały. Mniej więcej od połowy idzie się w rakach, z czekanem w ręku. Po około 4,5 h jesteśmy na miejscu. Nigdy nie widziałem krateru wulkanu, czynnego w dodatku. Coś pięknego, ciężko to nawet opisać słowami. Co jakiś czas dostaje nam się trującymi wyziewami. Krótki odpoczynek, kilka zdjęć. Uroki zorganizowanej grupy :) No to jazda w dół. Dosłownie, bo z powrotem zjeżdża się na plastikowym „jabłku” (bądź na tyłku, w miejscach gdzie jest dużo lodu) w specjalnie uformowanych rynnach. Nawet Ola, która z początku panikuje, dobrze się bawiła.

Wracamy na drogę. Powoli zaczynają się podjazdy. Kiedy nadarza się okazja, noc spędzamy na tanim, prywatnym polu namiotowym. Właściciel proponuje wypad łódką na ryby. Bez specjalnego targowania schodzi do 1/6 ceny początkowej, po czym w samych slipach nurkuje w lodowatej wodzie w poszukiwaniu przynęty. Na sam widok zimno mi się zrobiło… Miły wieczór, niestety „na pusto”. W nocy ktoś kradnie nam wędkę i pokrywki od menażek… Wracam autobusem do miasta, kupuję najtańszy kijek i w drogę!

Końcówka daje nam do wiwatu. Zaczęły się ostre podjazdy – przejście graniczne znajduje się dobre 800 m wyżej. Na dokładkę skończył się asfalt, zaczęła stroma tarka. Wypluwamy płuca, pcham rower jakieś 100 m, kiedy nie da się już jechać. Jak już się zatrzymujemy, trzeba się trochę namęczyć żeby ruszyć z miejsca. Często kończy się to niekontrolowanym zwrotem w drugą stronę :) Wypracowałem sobie dwustopniową skalę ciężkich podjazdów. Kiedy jest na tyle ciężko, że trzeba się co jakiś czas zatrzymać, w ocenie pomagają pierwsze obroty po ruszeniu z miejsca. 1 – idzie lekko jak po maśle – drobne kłopoty, jakoś się podjedzie. 2 – od razu ciężki opór – no to mamy ********. Dotarliśmy do granicy. Opuszczamy Chile. Na chwilę, bo czeka nas jeszcze crème de la crème chilijskiej części – Carretera Austral.

FacebookTwitterPinterestGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current day month ye@r *