W drodze na pustynię Atacama cz.1

20140122_santa_laura_humberstone-7

Pedałowanie wysysa ostatnio cały nasz czas i energię. Poza pobytem w Iquique większość dni wyglądała podobnie. Pobudka wcześnie rano, jazda w rozsądnych godzinach, następnie łapanie okazji i ew. ponowne przebieranie nogami.

Z Arica do Iquique udaje nam się złapać stopa. I bardzo dobrze, bo podjazdy są ostre, a czas mocno goni. Jak już wspominałem, na południu chcemy być jeszcze przed zimą. Dodatkowym motywatorem są plecaki, które wysłaliśmy do Puerto Montt. Będą czekać tylko do 20 lutego. Nasz „szofer”, operator ciężkich kopalnianych maszyn, wspomina, że praca w zagranicznych kopalniach wymaga całkowitego podporządkowania. Jakiekolwiek „ale” i można sobie szukać nowego pracodawcy. Co chwila kreśli znak podrzynanego gardła. Ogólnie to chyba za dużo kofeiny przyjmuje. Przez 300 km ze 3 kawy i butla kawy zmieszanej z colą. Przynajmniej wiemy, że nam nie zaśnie za kierownicą.

O samym Iquique niewiele. Słońce, plaże, ocean i tłumy turystów. Było całkiem ciekawie, jednak moje teksty są na cenzurowanym i nie wszystko mogę napisać :) Najważniejsze, że po wielu przejściach (a jakże) kupuję nowy (no prawie) aparat. Wyjazd z miasta ostro daje nam w kość. Ciężkie podjazdy w piekącym słońcu to to, co lubimy najbardziej. Wspominałem już, że kochamy się umartwiać? Pod wieczór łapiemy podwózkę i jeszcze przed zmierzchem rozbijamy namiot pod bramą opuszczonego miasteczka Santa Laura. Miasto widmo jest reliktem przypominającym epokę wydobycia saletry. Jej koniec, syntezą amoniaku, skutecznie zapoczątkował niemiecki chemik Fritz Haber. Nawozy sztuczne okazały się tańsze i szybko zaczęły wypierać z rynku „białe złoto”. Na horyzoncie odcina się przemysłowa część miasteczka. Słońce maluje niebo wściekłą czerwienią, z oddali dochodzi skrzypienie przeżartej rdzą blachy. Ciekawy klimat, szczególnie w połączeniu z krążącymi tu opowieściami o duchach. I alkoholem krążącym w naszych żyłach, bo tak się składa, że człowiek, który nas podwiózł zostawił nam butelkę wina. Wspominałem już, że Chilijczycy to bardzo mili ludzie?

Od rana snujemy się po Santa Laura, a następnie po pobliskim Humberstone. Podczas gdy część mieszkalna Santa Laura została zniszczona, w Humberstone zachowała się niemal w całości. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu miasta te były całkiem ciekawym miejscem do życia. Własne teatry, boiska, szkoły, a w Humberstone nawet basen wyłożony blachą. Trzeba jednak nadmienić, że ciekawie to mieli tam ludzie faktycznie czerpiący zyski z kopalni. Zwykli robotnicy stłoczeni na małej powierzchni, pracę i życie mieli raczej ciężkie. Choć czasy kolonialne skończyły się już dawno, historia zatacza koło pod bardziej wyrafinowanymi postaciami.

Tego dnia nie mieliśmy szczęścia w łapaniu stopa. Ruch na Panamericanie żaden i trzeba się było solidnie namachać. Kiedy tak sobie jedziemy przez surowy, pustynny krajobraz, nagle wyrasta przed nami oaza zieleni. Park Narodowy Pampa del Tamarugal porastają specyficzne drzewa (Prosopis chilensis), które wykształciły podwójny system korzeni. Korzenie długie, czerpiące wodę ze źródeł głębinowych oraz krótkie zbierające wilgoć trafiającą do ziemi z powietrza. A tej jest tutaj niewiele. Co ciekawe drzewa rosnące w rezerwacie zostały wyhodowane przez człowieka. Działalność kopalni (ogromne zużycie wody, zanieczyszczenia) doprowadziły do ich prawie całkowitej zagłady. Zadziwiające jest to, że nawet pustynię potrafimy zniszczyć. W ramach zemsty ostry kolec przebija mi koło. Druga guma w ciągu 2 dni.

FacebookTwitterPinterestGoogle+

2 komentarzy przy “W drodze na pustynię Atacama cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current day month ye@r *